wtorek, 11 listopada 2008

Huśtawki

Jeden z letnich, nocnych, długich powrotów do domu. Czerwiec, ciepłe, kuszące noce, stworzone bynajmniej nie po to, by spać. Zauroczenie, ogrzane kilkoma tygodniami seksu i podlane kilkunastoma litrami wina. Wracaliśmy z knajpy, z jakiegoś piwa, jakiegoś koncertu, jakiegoś podśpiewywania. Nie przeszkadzało nam ani trochę, że nocny autobus nie dowiezie nas do celu, tylko gdzieś w okolice. Możemy się przejść... Szliśmy więc, a pożądanie powolutku zaczynało nas rozrywać od wewnątrz... Mijając park, jednomyślnie skręciliśmy w alejkę, choć nie było nam po drodze. Poszliśmy na hustawki, spódnica furkotała wokół mnie, kiedy bujałam się coraz wyżej. Wreszcie zatrzymałam się, a on... on uklęknął przed huśtawką i zaczął powoli podnosić moją spódnicę do góry. Znałam ten park, wiedziałam więc, że jest często patrolowany przez policję... ale nie mogłam się oprzeć. Wsunął się pod spódnicę, pod huśtawkę, pode mnie i zaczął mnie pieścić ustami. Westchnęłam i odchyliłam się do tyłu, a huśtawka natychmiast usłużnie podsunęła mu moje biodra. Lizał i całował moją płeć, od dawna wilgotną i gotową. Każdy ruch jego języka to moje wygięcie pleców, każde wygięcie - to ruch huśtawki do przodu, ku jego ustom. Im bardziej się wiłam, tym bardziej mimowolnie podawałam mu swoje wargi do lizania. Im gwałtowniej rzucałam pod wpływem pieszczot - tym bliżej i mocniej podsuwalam mokrą cipkę do jego ust. Coraz szybciej, w coraz częstszym cyklu: ruch jego języka - skurcz mojego ciała - odchylenie pleców - ruch huśtawki - biodra do przodu, szparka przyciśnięta do jego twarzy, ruch jego języka... Aż pozostałam odchylona w tył, z wygiętymi plecami, zamglonym wzrokiem, wstrzymanym oddechem, podsunięta mu tak bardzo, że już bardziej nie było można... Poddana lizaniu, ssaniu i coraz bardziej nieuchronnemu orgazmowi. Tym razem faktycznie było tak, jakbym płynęła w powietrzu, przy ziemi trzymały mnie tylko jego ręce, którymi obejmował moje uda i biodra...

I którymi uratował mnie od spadnięcia z tej huśtawki, kiedy wreszcie chwyciłam oddech i gwałtownie wróciłam do normalnej pozycji. Oszołomiona i zachwycona. Całowałam jego wilgotne, smakujące moją rozkoszą usta, uśmiechnięta, wdzięczna. Policja na szczęście się nie zjawiła...

0 komentarze:

Prześlij komentarz